Choruję z głową

Trochę o ograniczeniach i motywacji

Powiedz mi ile razy zdażyło Ci się odpuścić na samym starcie? Za dużo materiału, za mało czasu, za dużo energii to pochłonie i ogólnie to bez sensu. Błąd!

Sama wiem, że w wielu rzeczach najważniejsza jest motywacja. Prosty przykład. Rehabilitacja. Bez motywacji nie będziecie mieli takich efektów jakich oczekujecie bo będziecie robić to na siłę i dlatego, że lekarz kazał. A to przecież Wam ma zależeć na tym, abyście jak najszybciej doszli do zdrowia.

W dobie internetu możesz wejść na YouTube i tam słuchać coachów i trenerów, mówiących, że dasz radę! Jesteś super! Kiedy zaczniesz wierzyć, że to prawda? Jak sam sobie zdasz sprawę, że tak jest i powiesz to głośno. Tak, jestem super! Tak, jestem mocna! Tak, jestem wspaniała!

Dlaczego to piszę? Sama parę lat temu potrzebowałam takiej motywacji. Bardzo buntowałam się przed leczeniem, przed operacjami i przed wszystkim co wiązało się z moim leczeniem. Nie widziałam żadnego sensu w leżeniu pod kroplówką i stałymi wizytami u specjalistów. Tym bardziej wydawało mi się to pozbawione sensu, w momencie kiedy wydawało się, że wszystko jest już w porządku następował kolejny atak choroby. Kolejna bardzo skomplikowana operacja.

Jak myślisz czy jako nastolatka byłam zadowolona, gdy moi rówieśnicy opowiadali jak to było super na imprezie a ja właśnie wróciłam ze szpitala po operacji? Czy czułam się odizolowana? Tak. Bardzo.

Nie pamiętam dokładnie kiedy zmieniłam myślenie o 180 stopni. Najprawdopodobniej po operacji biodra, kiedy mój lekarz prowadzący poinformował mnie, żebym pogodziła się z faktem, że będę jeździć na wózku lub leżeć w łóżku. Wtedy zrozumiałam, że jak będę nadal tak się użalać nad sobą to nigdzie nie dojdę w życiu i faktycznie zostanę na tym wózku.

Wtedy potrafiłam ćwiczyć kilka godzin dziennie, żeby udowodnić wszystkim, że ja będę normalnie chodzić. Ba, że jeszcze wrócę do tańczenia. I tak się stało, po 4 latach, po 4 operacjach wreszcie potrafię iść. Prosto. Sama.

A teraz? Wczoraj zrobiłam coś, z czego jestem dumna na maksa. Przeszłam ponad 6 km w ulewie, po nierównym podłożu, w lesie, jeszcze z kulami. Udowodniłam po raz kolejny sobie, że jak chcę to dam radę to osiągnąć. Wystarczy tylko chcieć i znaleźć w sobie tą siłę i motywacje do działania. Moja jest bardzo nietypowa, bo moją motywacją są moje wnuki. Tak, mówi to dziewczyna bez dzieci. Dlaczego wnuki? Nie wyobrażam sobie nie móc biegać za swoimi dziećmi i wnukami tylko dlatego, że coś mnie boli. Szczególnie, że wiem i mam na to wpływ. Im więcej mam rehabilitacji, tym mniej objawów i tym bardziej mogę normalnie żyć.

Mam nadzieję, że odnajdziesz w sobie tą motywację. Obojętnie w jakim zakresie. Czy to dotyczącej pracy, szkoły czy zdrowia. Bez motywacji jest bardzo ciężko cokolwiek osiągnąć.

I pamiętaj moje motto: „Ból i ograniczenia siedzą w głowie

Trzymaj się!

Asia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.